Po dłuższej nieobecności wracam z recenzją jednej z moich ulubionych szminek. Nazwa lip cream jest myląca, ponieważ nie jest to błyszczyk jakich wiele na rynku, ani tym bardziej balsam do ust.
Jest to kryjąca, matowa pomadka w płynie z gąbkowym aplikatorem. Na opakowaniu widnieje napis velvet finish i to dobre określenie efektu jaki daje na ustach. Można również przeczytać, że nawilża przez 8 godzin, z czym się nie zgadzam. Jak większość matowych szminek, wysusza usta i to jej jedyny minus. Oprócz pięknego koloru (mam kolor 56 prune sophistique), który przypomina mi nieco czerwone wino, cechuje ją wysoka trwałość. Nie brudzi zbytnio naczyń z których pijemy, czy też ust ukochanego podczas pocałunku. Uwielbiam ciemne, intensywne kolory na ustach, więc używam jej na co dzień. Dla mniej odważnych polecam na wieczór, szczególnie na wyjątkowe okazje.
Oto jak wygląda na ręku i nałożony na usta:
wtorek, 7 maja 2013
środa, 6 lutego 2013
Ulubiony olej - Dabur Jasmine Hair Oil
Od dwóch lat staram się świadomie pielęgnować swoje włosy. Na początku kupiłam parę odżywek i masek, potem wcierki, zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu pomocy, następnie zrezygnowałam z farbowania. Przez rezygnację z koloryzacji obecnie moje włosy mają dwa kolory, u góry ciemny blond, na dole jasny blond. Wygląda to nieco jak tak modne ostatnio ombre hair. Na początku bardzo mi to przeszkadzało, obecnie nie przejmuję się wyglądem odrostów. Oprócz dziwnego koloru moje włosy stały się problematyczne w pielęgnacji. U góry moje naturalne włosy są zdrowe, błyszczące, niewymagające intensywnego odżywienia, natomiast na końcach - rozjaśnione i przesuszone. Mam cienkie i delikatne włosy, przetłuszczające się, z tendencją do smętnego wiszenia wokół twarzy, dlatego staram się ich nie przeciążać. W poszukiwaniu idealnego oleju do moich problematycznych włosów trafiłam na Jasmine Oil firmy Dabur.
Olej spełnia wszystkie obietnice producenta: włosy są odżywione i mocniejsze, miękkie w dotyku i pachnące jaśminem. Nakładam go na suche włosy na noc, lub w ciągu dnia kiedy jestem w domu. Dość łatwo zmywa się szamponami. Posiada bardzo intensywny zapach jaśminu, nieco męczący. Po użyciu włosy są miękkie, łatwe do ułożenia, nawilżone. Do tego wyglądają piękniej, zauważalnie jest ich jakby więcej, są bardzo błyszczące. Gdyby nie zapach, byłby to olej idealny. Opakowanie również pozostawia wiele do życzenia, ma zbyt duży otwór przez który łatwo wylać zbyt dużo płynu. Płaciłam za niego nieco ponad 2 funty w sklepie z działem hinduskim.
Olej spełnia wszystkie obietnice producenta: włosy są odżywione i mocniejsze, miękkie w dotyku i pachnące jaśminem. Nakładam go na suche włosy na noc, lub w ciągu dnia kiedy jestem w domu. Dość łatwo zmywa się szamponami. Posiada bardzo intensywny zapach jaśminu, nieco męczący. Po użyciu włosy są miękkie, łatwe do ułożenia, nawilżone. Do tego wyglądają piękniej, zauważalnie jest ich jakby więcej, są bardzo błyszczące. Gdyby nie zapach, byłby to olej idealny. Opakowanie również pozostawia wiele do życzenia, ma zbyt duży otwór przez który łatwo wylać zbyt dużo płynu. Płaciłam za niego nieco ponad 2 funty w sklepie z działem hinduskim.
środa, 16 stycznia 2013
Recenzja: Bourjois, Touche illuminatrice
Dzisiaj zamieszczam recenzję mojego ulubionego rozświetlacza. Jest nim Touche illuminatrice firmy Bourjois w odcieniu 97 Rose essentiel.
Lubię go przede wszystkim za jego wszechstronność - można go używać na szczyty kości policzkowych, do rozświetlenia łuku brwiowego, nosa i gdzie się nam tylko podoba, bo wszędzie wygląda znakomicie. Nadaje się zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego. Posiada srebrne drobinki, daje efekt srebrzysto- różowej tafli. Rozświetlacz znajduje się w opakowaniu typowym dla róży Bourjois, posiada wygodny, mięciutki pędzelek ułatwiający aplikację.
Wydajny. Jedynym minusem jest dość szybkie ścieranie się rozświetlacza z twarzy, niezbędne są poprawki w ciągu dnia, szczególnie tyczy się to osób podobnych do mnie - często dotykających twarzy. Staram się nie dotykać, ale trudno się od tego odzwyczaić :(
Zdjęcie z użyciem flash'a:
Bez flash'a:
Lubię go przede wszystkim za jego wszechstronność - można go używać na szczyty kości policzkowych, do rozświetlenia łuku brwiowego, nosa i gdzie się nam tylko podoba, bo wszędzie wygląda znakomicie. Nadaje się zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego. Posiada srebrne drobinki, daje efekt srebrzysto- różowej tafli. Rozświetlacz znajduje się w opakowaniu typowym dla róży Bourjois, posiada wygodny, mięciutki pędzelek ułatwiający aplikację.
Wydajny. Jedynym minusem jest dość szybkie ścieranie się rozświetlacza z twarzy, niezbędne są poprawki w ciągu dnia, szczególnie tyczy się to osób podobnych do mnie - często dotykających twarzy. Staram się nie dotykać, ale trudno się od tego odzwyczaić :(
Zdjęcie z użyciem flash'a:
Bez flash'a:
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Skalpy, czyli to co mnie dziwi
Bardzo często na blogach, a także o zgrozo! w artykułach znanych portali pojawia się słowo skalp jako określenie skóry głowy. Wg. Słownika języka polskiego mianem skalpu określa się "skórę z włosami ściągniętą z czaszki zabitego wroga, będącą trofeum
wojennym Indian, a także niektórych ludów starożytnych, np. Franków". Sądzę, że większość Polaków to wie, dlatego dziwi mnie niepoprawne użycie tego słowa, tak jakby skóra głowy była zbyt długą nazwą, zbyt pospolitą, dlatego trzeba skorzystać z angielszczyzny i przywłaszczyć sobie obce słowo. Dziwi mnie to, bo przecież mamy swój język, moim zdaniem o wiele ciekawszy i bardziej precyzyjny od angielskiego. Nie chcę nikogo obrażać czy krytykować, sama również nie jestem idealna. Chciałabym tym postem zaprosić do dyskusji i zastanowienia się nad tym, że nie jest ważne jedynie to o czym piszemy, ale również to w jaki sposób to robimy i jakie dobieramy słowa. Starając się pisać poprawnie okazujemy szacunek czytającym naszego bloga oraz praktykujemy codzienny językowy patriotyzm :) Pozdrawiam wszystkie Panie mające skórę na głowie, jak również te, które mają skalp :)
niedziela, 13 stycznia 2013
Początek
Przyszła i moja kolej na prowadzenie bloga. Będę pisać o tym co lubię, więc m.in. o kosmetykach, pielęgnacji ciała i włosów, książkach, które są mniej znane, nieco zapomniane a warte przeczytania. Mam nadzieję, że dzięki prowadzeniu bloga zmotywuję się do ćwiczeń i diety, bo przydałoby się trochę zrzucić na wiosnę. Mam nadzieję, że miło będzie się go czytało. Zapraszam :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




